Mediacja w sprawach cywilnych i rodzinnych – korzyści, koszty i przebieg

Mediacja w sprawach cywilnych i rodzinnych – korzyści, koszty i przebieg


Wprowadzenie – dlaczego coraz częściej proponuję mediację klientom

Od kilkunastu lat reprezentuję klientów w sporach cywilnych i rodzinnych – od „klasycznych” spraw o zapłatę, przez złożone konflikty między wspólnikami, aż po bardzo emocjonalne sprawy rozwodowe i o opiekę nad dziećmi. Z biegiem czasu coraz częściej przekonuję się, że salę sądową warto traktować jako ostateczność. W wielu sytuacjach skuteczniejsza, szybsza i po ludzku mniej bolesna jest mediacja.

W praktyce zawodowej widzę dwa powtarzające się zjawiska. Po pierwsze, większość klientów na początku nie ufa mediacji – kojarzy im się ona z „miękkim”, mało skutecznym podejściem, które „nic nie załatwi”. Po drugie, klienci, którzy raz przeszli dobrze poprowadzoną mediację, często sami w przyszłości pytają, czy kolejnego sporu również nie da się rozwiązać w ten sposób.

W niniejszym tekście opisuję mediację z perspektywy praktyka – adwokata procesowego, który wielokrotnie widział zarówno sukcesy, jak i porażki postępowań mediacyjnych. Opieram się na obowiązujących przepisach Kodeksu postępowania cywilnego (dalej: „k.p.c.”), ustawie o kosztach sądowych w sprawach cywilnych oraz na orzecznictwie sądów, ale przede wszystkim na realiach codziennej pracy z klientami.

Podstawy prawne mediacji w sprawach cywilnych i rodzinnych

Mediacja w polskim postępowaniu cywilnym ma dziś solidne umocowanie ustawowe. Jej ogólna regulacja znajduje się w art. 1831–18315 k.p.c.

Art. 1831 § 1 k.p.c.: „Sprawy cywilne, w których zawarcie ugody jest dopuszczalne, mogą być skierowane do mediacji na podstawie umowy o mediację albo na podstawie postanowienia sądu (mediacja umowna i mediacja sądowa).”

Ten przepis ma kluczowe znaczenie praktyczne. Oznacza bowiem, że większość sporów cywilnych – w tym rodzinnych – nadaje się co do zasady do mediacji, o ile tylko możliwe jest zawarcie ugody. Nie skierujemy do mediacji np. sprawy o unieważnienie małżeństwa, ale już kwestie kontaktów z dzieckiem, alimentów czy podziału majątku wspólnego jak najbardziej tak.

K.p.c. wprost wskazuje również, że:

Art. 10 k.p.c.: „W sprawach, w których zawarcie ugody jest dopuszczalne, sąd powinien dążyć do ich ugodowego załatwienia, w szczególności przez nakłanianie stron do mediacji.”

To sformułowanie „powinien dążyć” nie jest przypadkowe. Z mojej praktyki wynika, że szczególnie w sądach rodzinnych sędziowie bardzo często aktywnie zachęcają strony do mediacji i – co istotne – tłumaczą im jej sens, a nie tylko „wysyłają z urzędu”.

W sprawach rodzinnych dodatkowe znaczenie ma art. 436 k.p.c., który dotyczy m.in. spraw małżeńskich i o rozwód. Przepis ten pozwala sądowi zawiesić postępowanie i skierować strony do mediacji, jeżeli uzna, że istnieją widoki na utrzymanie małżeństwa lub przynajmniej złagodzenie konfliktu.

Art. 436 § 1 k.p.c.: „Jeżeli istnieją widoki na utrzymanie małżeństwa, sąd może zawiesić postępowanie, wyznaczając stronom termin do zawarcia ugody, zwłaszcza przez skierowanie ich do mediacji.”

W praktyce rozwodowej częściej spotykam się jednak z mediacją dotyczącą nie tyle samego „być albo nie być” małżeństwa, ile kwestii okołorozwodowych: władzy rodzicielskiej, kontaktów, alimentów, korzystania z mieszkania czy podziału majątku.

Na czym polega mediacja – ujęcie praktyczne

Mediacja to w istocie dobrowolne (z ważnymi wyjątkami, o których niżej) i poufne rozmowy stron sporu z udziałem bezstronnego mediatora, mające na celu wypracowanie porozumienia. W odróżnieniu od procesu sądowego, mediator nie „rozstrzyga” sporu, nie wydaje wyroku, ale pomaga stronom zrozumieć swoje interesy, odsiać emocje od faktów i poszukać rozwiązań, których sąd – ze względu na sztywne ramy procesowe – często nie może zaproponować.

Z prawnego punktu widzenia wyróżniamy dwa zasadnicze tryby mediacji: umowną i sądową. Ich przebieg bywa podobny, ale różni się „punktem wejścia” i niektórymi konsekwencjami.

Mediacja umowna

Mediacja umowna jest inicjowana przez same strony, niezależnie od toczącego się lub jeszcze nie wszczętego postępowania sądowego. Podstawę prawną stanowi art. 1831 § 2 k.p.c.:

„Umowę o mediację można zawrzeć przed powstaniem sporu (klauzula mediacyjna) lub po jego powstaniu. Umowa o mediację może zostać zawarta także przez wyrażenie przez stronę zgody na mediację na piśmie albo ustnie przed mediatorem.”

W praktyce często spotykam trzy scenariusze:
– strony w umowie (np. spółki, najmu, współpracy) przewidują, że w razie sporu w pierwszej kolejności podejmą mediację;
– konflikt narasta, ale obie strony – często za radą prawników – uznają, że lepiej spróbować się dogadać, zanim „wejdą w proces”;
– sprawa już jest w sądzie, ale strony same, poza toczącym się postępowaniem, inicjują mediację (najczęściej przy mediacji stałej przy danym sądzie lub w prywatnym ośrodku).

Warto podkreślić, że mediacja umowna nie wymaga zgody sądu, a wypracowana ugoda – po zatwierdzeniu przez sąd – może mieć taką samą moc jak ugoda sądowa czy prawomocny wyrok.

Mediacja sądowa

Mediacja sądowa jest inicjowana postanowieniem sądu – najczęściej na pierwszej lub jednej z pierwszych rozpraw. Zgodnie z art. 1838 § 1 k.p.c.:

„Sąd może skierować strony do mediacji na każdym etapie postępowania.”

Jednocześnie zgodnie z § 2 tego przepisu:

„Na posiedzeniu niejawnym sąd może skierować strony do mediacji raz w toku postępowania w danej instancji.”

Z mojego doświadczenia wynika, że sądy cywilne, szczególnie w większych miastach, coraz chętniej korzystają z tego uprawnienia, zwłaszcza gdy widzą, że strony są reprezentowane przez profesjonalnych pełnomocników i istnieje realna szansa na wypracowanie ugody.

Istotna różnica między mediacją umowną a sądową polega na konsekwencjach procesowych. Skierowanie do mediacji powoduje z reguły zawieszenie biegu postępowania, a jednocześnie czas ten nie jest „stracony” – jeśli ugoda zostanie zawarta, sąd ogranicza się do jej zatwierdzenia.

Dobrowolność i przymus mediacji – co w praktyce oznacza „dobrowolna”?

Kodeks postępowania cywilnego akcentuje dobrowolny charakter mediacji. Kluczowy jest tu art. 1831 § 3 k.p.c.:

„Udział w mediacji jest dobrowolny.”

W praktyce oznacza to tyle, że żadna ze stron nie może zostać zmuszona do zawarcia ugody ani do „przyznania się” do czegokolwiek w trakcie mediacji. Strona może też odmówić udziału w mediacji lub z niej zrezygnować.

Z drugiej jednak strony, sąd może nałożyć na stronę pewną „presję” ekonomiczną w kontekście kosztów procesu. Zdarza się, że w orzeczeniu kończącym sprawę sąd bierze pod uwagę zachowanie stron w trakcie postępowania, w tym ich gotowość do polubownego rozwiązania sporu.

W jednym z wyroków Sąd Apelacyjny w Warszawie zwrócił uwagę, że:

„Uporczywa odmowa podjęcia rokowań ugodowych, mimo istnienia oczywistych podstaw do zawarcia ugody, może być uwzględniona przy rozstrzyganiu o kosztach procesu.” (wyrok SA w Warszawie z 19.05.2017 r., VI ACa 1006/16)

W praktyce widziałem sytuacje, w których sąd – dostrzegając irracjonalny upór jednej ze stron, która odrzucała rozsądne propozycje ugodowe – odstępował od zasady „przegrywający płaci koszty” i orzekał o kosztach w sposób bardziej dolegliwy dla strony blokującej mediację.

Poufność mediacji – jaką ma wagę i co to oznacza w praktyce sporu

Jedną z największych obaw klientów przed mediacją jest to, „czy to, co powiem na mediacji, nie zostanie potem wykorzystane przeciwko mnie w sądzie”. Ustawodawca zdawał sobie z tej obawy sprawę, dlatego wprowadził silną zasadę poufności.

Art. 1834 § 1 k.p.c. stanowi:

„Mediator, strony i inne osoby biorące udział w mediacji są obowiązani zachować w tajemnicy fakty, o których dowiedzieli się w związku z prowadzeniem mediacji, chyba że strony postanowią inaczej.”

Dalej, w § 2 tego przepisu:

„Mediator nie może być świadkiem co do faktów, o których dowiedział się w związku z prowadzeniem mediacji, chyba że strony zwolnią go z obowiązku zachowania tajemnicy mediacji.”

Z praktycznego punktu widzenia oznacza to, że:
– mediator nie może być wezwany jako świadek, by opowiedzieć, co się działo w trakcie mediacji;
– dokumenty, oświadczenia „na potrzeby mediacji” co do zasady nie powinny być wykorzystywane jako dowód w procesie (z wyjątkami, gdy strony same tak postanowią lub gdy dokument istniał niezależnie od mediacji);
– strony mają większy komfort, by „przetestować” różne warianty porozumienia, bez obawy, że każdy ustęp zostanie potem przedstawiony jako „przyznanie się” przed sądem.

Muszę jednak zastrzec: w praktyce zdarza się, że druga strona próbuje załączać do pozwu czy odpowiedzi na pozew korespondencję z etapu mediacji. W takich przypadkach jako pełnomocnik wnoszę o pominięcie tych dowodów, powołując się na zasadę poufności. Co do zasady sądy respektują tę zasadę i nie dopuszczają takich dowodów, chyba że strony zgodnie z niej zrezygnowały.

Przebieg mediacji krok po kroku – oczami adwokata

Wielu klientów pyta mnie: „Jak to właściwie wygląda? Czy to będzie kolejna rozprawa tylko w innym pokoju?”. Odpowiadam wtedy, że formalnie mediacja ma swoje reguły, ale w porównaniu z rozprawą jest znacznie bardziej elastyczna i dostosowana do potrzeb stron.

Wybór mediatora

Zgodnie z art. 1832 § 1 k.p.c.:

„Strony same wybierają mediatora, chyba że co innego wynika z przepisów szczególnych. Jeżeli strony nie wybrały mediatora, sąd wyznaczy mediatora.”

W praktyce:
– przy mediacji umownej strony zazwyczaj wspólnie uzgadniają mediatora – najczęściej z list stałych mediatorów przy sądach okręgowych lub z rekomendacji prawników;
– przy mediacji sądowej, jeśli strony nie wskażą kandydata, sąd wyznacza mediatora z listy stałych mediatorów.

Z mojego doświadczenia wynika, że w sprawach rodzinnych niezwykle ważne jest, aby mediator miał przygotowanie psychologiczne lub pedagogiczne, a nie wyłącznie prawnicze. W sporach gospodarczych z kolei liczy się znajomość realiów biznesowych. Zdarzało mi się odradzać klientom konkretnych mediatorów, gdy widziałem, że ich styl pracy nie pasuje do charakteru sporu lub osobowości stron.

Zaproszenie na mediację i pierwsze spotkanie

Po wyznaczeniu mediatora strony otrzymują zaproszenie na mediację – listownie, e-mailem lub telefonicznie. W zaproszeniu określa się termin i miejsce spotkania oraz informuje o zasadach (dobrowolność, poufność, odpłatność).

Pierwsze spotkanie ma zazwyczaj charakter organizacyjny:
– mediator przedstawia się, wyjaśnia swoją rolę (bezstronność, brak uprawnień do narzucenia rozwiązania);
– strony omawiają ogólne ramy sporu;
– ustalany jest tryb dalszych spotkań: czy będą to spotkania wspólne, czy również osobne rozmowy mediatora z każdą ze stron (tzw. caucus).

Jako pełnomocnik zazwyczaj uczestniczę w pierwszym spotkaniu, pomagając klientowi sformułować stanowisko i zrozumieć „granicę” kompromisu. W dalszych etapach moja obecność bywa różna: czasem klienci chcą, abym towarzyszył im przez cały czas, innym razem – wolą rozmawiać z drugą stroną samodzielnie, konsultując ze mną jedynie konkretne propozycje ugodowe.

Rozmowy mediacyjne – wspólne i indywidualne

W trakcie mediacji mediator prowadzi rozmowę tak, by:
– zidentyfikować realne interesy stron (często inne niż w pozwie);
– oddzielić fakty od emocji;
– znaleźć obszary potencjalnego porozumienia.

W praktyce wygląda to tak, że:
– strony przedstawiają swoje stanowiska;
– mediator zadaje pytania, „dopytuje” o przyczyny żądań, o priorytety;
– bardzo często mediator rozmawia ze stronami osobno, aby mogły swobodniej mówić o swoich obawach i minimalnych oczekiwaniach.

W sprawach rodzinnych rozmowy indywidualne są szczególnie cenne. Pamiętam mediację rozwodową, w której formalnym sporem była wysokość alimentów i sposób korzystania z mieszkania, ale w tle kryło się głębokie poczucie niesprawiedliwości jednej ze stron związane z przebiegiem małżeństwa. Dopiero w rozmowie „w cztery oczy” mediatorowi udało się dotrzeć do tego źródła konfliktu, co otworzyło drogę do realnych ustępstw w zakresie majątku w zamian za pewne „symboliczne” gesty ze strony drugiego małżonka.

Wypracowanie ugody i jej treść

Jeżeli mediacja przebiega konstruktywnie, po kilku spotkaniach dochodzi do etapu „domykania” porozumienia. Wtedy rola pełnomocnika jest szczególnie istotna: muszę zadbać, aby ugoda:
– była zgodna z prawem i dobrymi obyczajami,
– była wykonalna (np. określała konkretne terminy, wysokości świadczeń, sposób wykonania obowiązków),
– zabezpieczała klienta przed ryzykami, które mogą pojawić się w przyszłości.

Zgodnie z art. 18313 § 1 k.p.c.:

„Ugoda zawarta przed mediatorem po jej zatwierdzeniu przez sąd ma moc ugody zawartej przed sądem.”

A jeśli sąd nada jej klauzulę wykonalności – staje się tytułem wykonawczym, tak jak prawomocny wyrok.

W praktyce ugoda ma formę pisemną, podpisywaną przez strony i mediatora. Często przygotowuję jej projekt razem z drugim pełnomocnikiem lub – w prostszych sprawach – pozostawiam to mediatorowi, a następnie wprowadzamy wspólnie korekty.

Zatwierdzenie ugody przez sąd

Po zakończeniu mediacji mediator przesyła do sądu:
– protokół z mediacji,
– tekst ugody (jeżeli została zawarta).

Sąd bada, czy ugoda:
– nie jest sprzeczna z prawem lub zasadami współżycia społecznego,
– nie zmierza do obejścia prawa,
– czy jest zrozumiała i wykonalna.

W sprawach rodzinnych sąd dodatkowo ocenia, czy ugoda nie narusza dobra dziecka (art. 58 § 1 k.r.o. w zw. z art. 18314 k.p.c.).

Jeśli sąd zatwierdzi ugodę, postępowanie zostaje umorzone. Jeżeli odmówi zatwierdzenia w całości lub części – w tym zakresie sprawa toczy się dalej przed sądem.

Korzyści z mediacji – nie tylko finansowe

Kiedy rozmawiam z klientami o mediacji, najczęściej zaczynają od pytania o koszty. Warto jednak spojrzeć szerzej: korzyści mediacji są wielowymiarowe – finansowe, czasowe, emocjonalne i wizerunkowe.

Oszczędność czasu

Postępowania sądowe w Polsce trwają długo. Sprawy rodzinne, zwłaszcza z opiniami biegłych, często przeciągają się na 2–3 lata, a czasem dłużej. Sprawy gospodarcze z dowodami z dokumentów, świadków, biegłych – podobnie.

Tymczasem większość mediacji, w których uczestniczyłem, kończyła się w ciągu 1–3 miesięcy, przy czym same spotkania mediacyjne zajmowały łącznie kilka do kilkunastu godzin. Różnica w czasie do „ugodowego zakończenia” sporu jest więc ogromna.

Sąd Najwyższy w jednym z uzasadnień zwrócił uwagę, że:

„Mediacja stanowi instrument pozwalający na znaczące skrócenie czasu trwania sporu sądowego, przy jednoczesnym pełnym poszanowaniu autonomii stron.” (por. postanowienie SN z 26.07.2012 r., I CSK 72/12)

Z mojej perspektywy, szczególnie w sprawach rodzinnych, skrócenie czasu konfliktu ma kluczowe znaczenie dla dobra dziecka. Wieloletni proces to miesiące lub lata napięcia między rodzicami, co zawsze odbija się na dzieciach, nawet jeśli dorośli starają się je „chronić”.

Oszczędność kosztów

Zasadnicze regulacje dotyczące kosztów mediacji zawarte są w ustawie z 28 lipca 2005 r. o kosztach sądowych w sprawach cywilnych (dalej: u.k.s.c.). Dla praktyki istotne są w szczególności przepisy art. 98–110 tej ustawy oraz rozporządzenia wykonawcze określające wynagrodzenie mediatorów.

W mediacjach sądowych (czyli tych skierowanych przez sąd):
– strona, która uiściła opłatę sądową od pozwu, w razie zawarcia ugody przed mediatorem uzyskuje częściowy zwrot opłaty sądowej – co do zasady 3/4 opłaty (art. 79 ust. 1 pkt 1 lit. b u.k.s.c.);
– wynagrodzenie mediatora i wydatki związane z mediacją pokrywane są zgodnie z rozporządzeniem Ministra Sprawiedliwości (zazwyczaj są to kwoty znacznie niższe niż koszty pełnego procesu).

Mediacje umowne finansowane są na bazie ustaleń z mediatorem – najczęściej w formie stawki za godzinę lub ryczałtu za cały proces. W wielu ośrodkach mediacyjnych stawki są umiarkowane i – w porównaniu z potencjalnymi kosztami wieloletniego sporu – opłacalne.

W praktyce widzę następujące efekty finansowe mediacji:
– znaczne ograniczenie kosztów pełnomocnika (mniej rozpraw, mniej pism procesowych, brak kosztownych opinii biegłych);
– uniknięcie ryzyka zasądzenia na rzecz drugiej strony wysokich kosztów procesu w razie przegranej;
– możliwość rozłożenia płatności, wprowadzenia zabezpieczeń, umorzenia części długu – co w wyroku jest trudniejsze lub niemożliwe.

Przykładowo: w jednej ze spraw o zapłatę pomiędzy przedsiębiorcami wartość przedmiotu sporu wynosiła ponad 600 tys. zł. Po kilku rundach mediacji strony zawarły ugodę na kwotę 400 tys. zł, z rozłożeniem na raty, zabezpieczeniem na wekslu oraz częściowym umorzeniem odsetek. Mój klient, pozwany, zgodził się na zapłatę większej kwoty, niż – moim zdaniem – realnie groziła mu w wyroku, ale w zamian uniknął kilkuletniego procesu, blokady środków na rachunku (tymczasowe zabezpieczenie) i ryzyka, że ewentualne oddalenie części powództwa i tak zostanie „zjedzone” przez koszty sądowe i koszty zastępstwa procesowego.

Kontrola nad rozwiązaniem sporu

W procesie sądowym, nawet najlepiej przygotowana strona, nigdy nie ma pełnej kontroli nad wynikiem. Sąd musi poruszać się w ramach przepisów prawa materialnego i procesowego, często ogranicza go materiał dowodowy, a rozstrzygnięcie bywa „zero-jedynkowe”: wygrana/przegrana, zasądzenie/oddalenie.

W mediacji strony same tworzą rozwiązanie, które:
– może być bardziej elastyczne niż wyrok (np. przewidywać niestandardowy harmonogram spłat, warunki współpracy po rozstaniu wspólników, szczegółowe zasady wykonywania kontaktów z dzieckiem);
– może dotyczyć również kwestii „pozaprawnych”, np. sposobu komunikacji, wzajemnych przeprosin, zwrotu określonych pamiątek rodzinnych.

W jednej z prowadzonych przeze mnie spraw rozwodowych kluczowym elementem porozumienia okazał się… podział opieki nad psem. Formalnie sąd cywilny nie jest od tego, aby szczegółowo regulować takie sprawy, ale w mediacji strony mogły ująć to w treści ugody, co ostatecznie „odblokowało” porozumienie również w zakresie kontaktów z dzieckiem i podziału majątku.

Ograniczenie eskalacji konfliktu – szczególnie ważne w sprawach rodzinnych

Jako adwokat widzę, jak niszczący może być kilkuletni proces rodzinny. Każda rozprawa to powrót do najtrudniejszych momentów, każda opinia biegłego – analiza wzajemnych zarzutów rodziców, każda konfrontacja świadków – wciąganie w konflikt dziadków, znajomych, a nawet starszych dzieci.

Mediacja pozwala często:
– zredukować poziom agresji i nieufności;
– przekształcić „wojnę” w spór, który można konstruktywnie zakończyć;
– zachować choć minimalne podstawy współpracy rodziców po rozstaniu.

Sąd Najwyższy w orzecznictwie dotyczącym spraw rodzinnych wielokrotnie podkreślał, że:

„W sprawach dotyczących małoletnich dzieci strony powinny dążyć do ugodowego rozstrzygnięcia sporu, mając na względzie przede wszystkim dobro dziecka, a nie doraźne korzyści czy własne urazy.” (por. postanowienie SN z 20.05.2015 r., V CZ 28/15)

Z mojego doświadczenia wynika, że władza rodzicielska czy kontakty uregulowane ugodą mediacyjną są częściej przestrzegane i generują mniej wniosków o zmianę niż rozstrzygnięcia „narzucone” przez sąd.

Specyfika mediacji w sprawach rodzinnych

Mediacja w sprawach rodzinnych rządzi się częściowo odrębnymi prawami niż mediacja w sporach typowo majątkowych. Wynika to z dużego udziału emocji, długotrwałych więzi i przede wszystkim z obecności dobra dziecka jako wartości nadrzędnej.

Mediacja w sprawach rozwodowych i okołorozwodowych

Sąd rozwodowy, zgodnie z art. 4451 k.p.c., ma możliwość skierowania stron do mediacji w sprawach o rozwód i separację, szczególnie w celu złagodzenia konfliktu i wypracowania porozumienia co do kwestii rodzicielskich.

W mediacji rozwodowej najczęściej negocjuje się:
– sposób wykonywania władzy rodzicielskiej (wspólna, ograniczona, zakres decyzyjności każdego z rodziców);
– miejsce zamieszkania dziecka;
– szczegółowy harmonogram kontaktów (w tym święta, wakacje, urodziny);
– alimenty na dzieci (i ewentualnie na małżonka);
– sposób korzystania ze wspólnego mieszkania;
– zasady informowania o sprawach dziecka.

Dobrze prowadzona mediacja rozwodowa pozwala przygotować pełne porozumienie rodzicielskie, które sąd może zatwierdzić i włączyć do wyroku. Z mojego doświadczenia takie porozumienia są znacznie bardziej precyzyjne niż standardowe rozstrzygnięcia sądu – uwzględniają np. zmienny grafik pracy jednego z rodziców, udział dziadków w opiece, zajęcia pozalekcyjne dziecka.

Dziecko w mediacji – obecność bez „wciągania w konflikt”

W niektórych mediacjach rodzinnych pojawia się kwestia udziału dziecka. Prawo nie wprowadza tu sztywnych reguł, ale musi być respektowana nadrzędna zasada dobra dziecka (art. 3 Konwencji o prawach dziecka, art. 56 § 2 i art. 58 § 1 k.r.o.).

W praktyce spotkałem się z dwoma podejściami:
– dziecko nie uczestniczy w mediacji, ale rodzice i mediator starają się spojrzeć na spór oczami dziecka (często mediator ma w tym zakresie przygotowanie psychologiczne);
– w szczególnych przypadkach, zwłaszcza przy starszych nastolatkach, mediator – za zgodą rodziców – prowadzi osobną, krótką rozmowę z dzieckiem, aby lepiej zrozumieć jego potrzeby.

Jest to jednak obszar bardzo delikatny. Zawsze sprzeciwiam się sytuacjom, w których rodzic chce „ustawić” dziecko przeciwko drugiemu rodzicowi i wykorzystać jego głos w mediacji jako „argument”. Doświadczony mediator na ogół potrafi to dostrzec i przeciwdziałać takim naciskom.

Case study – ugoda zamiast kilkuletniego procesu o kontakty

Prowadziłem sprawę ojca, który po burzliwym rozstaniu z matką dziecka miał ograniczone kontakty – raz na dwa tygodnie w obecności matki. Sąd pierwszej instancji, bazując na bardzo negatywnej opinii o ojcu przedstawionej przez matkę, niechętnie podchodził do szerszych kontaktów. Po mojej inicjatywie i przy wyraźnej sugestii sądu strony podjęły mediację.

W jej trakcie:
– udało się zweryfikować część zarzutów matki jako przesadzonych lub nieaktualnych;
– ojciec zgodził się na udział w terapii rodzinnej i indywidualnej, co miało wzmocnić jego kompetencje rodzicielskie;
– strony ustaliły stopniowe rozszerzanie kontaktów, początkowo nadal częściowo w obecności matki, a docelowo samodzielne weekendy, pod warunkiem przestrzegania określonych zasad (brak alkoholu, informowanie o każdej zmianie planu, itp.).

Ugoda została zatwierdzona przez sąd. W mojej ocenie, gdyby strony pozostały w sporze sądowym, walka o kontakty mogłaby trwać kolejne 2–3 lata, z licznymi opiniami biegłych i kolejnymi oskarżeniami. Zamiast tego dziecko zaczęło w miarę regularnie i spokojnie spędzać czas z ojcem.

Specyfika mediacji w sporach cywilnych i gospodarczych

W sprawach typowo cywilnych i gospodarczych – o zapłatę, odszkodowanie, naruszenie dóbr osobistych, spory między wspólnikami – mediacja ma inny profil. Emocje są zwykle mniejsze niż w sprawach rodzinnych (choć czasem porównywalne, zwłaszcza przy konfliktach wspólników), za to znaczenie ma bardziej aspekt biznesowy i finansowy.

Mediacja w sprawach o zapłatę i odszkodowanie

W tego typu sporach mediacja pozwala:
– wynegocjować wysokość świadczenia uwzględniającą realne możliwości płatnicze dłużnika;
– rozłożyć płatność na raty, wprowadzić zabezpieczenia (weksel, hipoteka, poręczenie);
– ustalić sposób zakończenia współpracy, zwrotu towarów, licencji itp.;
– ustalić zasady poufności co do treści ugody – ważne w sprawach wizerunkowych.

Sąd Apelacyjny w Krakowie w jednym z orzeczeń podkreślił, że:

„Ugoda zawarta w wyniku mediacji, choć jest wynikiem kompromisu, nie może być traktowana jako przegrana którejkolwiek ze stron, lecz jako wyraz ich rozsądku i dążenia do stabilizacji stosunków prawnych.” (wyrok SA w Krakowie z 16.10.2014 r., I ACa 917/14)

W praktyce często widzę, że przedsiębiorcy, którzy raz efektywnie skorzystali z mediacji, traktują ją potem jako standardowy element zarządzania ryzykiem prawnym.

Spory między wspólnikami i wspólnikami a spółką

Szczególnie wdzięcznym, ale i trudnym polem dla mediacji są konflikty wewnątrz spółek i między wspólnikami. Długotrwały proces w takich sprawach często paraliżuje działalność spółki, dezorganizuje zarząd i niszczy relacje handlowe.

W mediacji można wypracować np.:
– zasady „rozwodu” wspólników: wykup udziałów, przejęcie klientów, zakaz konkurencji;
– przejściowe zasady zarządzania spółką do czasu rozstania;
– podział praw do znaków towarowych, know-how, domen internetowych.

W jednej ze spraw, w której reprezentowałem wspólnika mniejszościowego, dzięki mediacji:
– uniknęliśmy długotrwałego procesu o uchylenie uchwał zgromadzenia wspólników;
– wynegocjowaliśmy wykup jego udziałów z premią za „dobrowolne” odejście i niepodejmowanie konkurencyjnej działalności przez określony czas;
– uzgodniliśmy neutralny komunikat do pracowników i kontrahentów, co pozwoliło uniknąć destabilizacji firmy.

Kiedy mediacja nie jest dobrym rozwiązaniem

Mediacja nie jest „cudownym lekiem” na wszystkie spory. Jako pełnomocnik wielokrotnie odradzałem klientom mediację lub kończyłem ją na wczesnym etapie, gdy widziałem, że:

– druga strona traktuje mediację wyłącznie jako sposób na „kupienie czasu” (np. przed egzekucją lub przed złożeniem wniosku o zabezpieczenie);
– brak jest elementarnej uczciwości po stronie przeciwnika – np. gdy ukrywa majątek lub świadomie przedstawia fałszywe dokumenty;
– w sprawach rodzinnych mamy do czynienia z przemocą domową, silną manipulacją dzieckiem, uzależnieniami jednej ze stron – wówczas asymetria sił może sprawić, że mediacja będzie niesprawiedliwa.

W takich sytuacjach lepiej jest sięgnąć po „twarde” instrumenty procesowe, zabezpieczenie roszczeń, środki ochrony przed przemocą (np. nakaz opuszczenia mieszkania na podstawie art. 11a ustawy o przeciwdziałaniu przemocy domowej) niż liczyć na porozumienie.

Sąd Najwyższy wskazał w jednym z orzeczeń, że:

„Mediacja, jako instytucja oparta na zaufaniu i gotowości do kompromisu, nie powinna być nadużywana przez stronę działającą w złej wierze, a sąd powinien dostrzegać takie sytuacje i stosownie reagować.” (por. wyrok SN z 4.12.2013 r., V CSK 30/13)

Jako adwokat zawsze analizuję z klientem:
– jakie są realne szanse na porozumienie;
– jakie ryzyka wiążą się z ujawnieniem części strategii procesowej w mediacji (mimo poufności);
– czy czas poświęcony na mediację nie będzie działał na niekorzyść klienta (np. przedawnienie, zbycie majątku, zatarcie dowodów).

Rola adwokata w mediacji – doradca, negocjator, „bezpiecznik prawny”

Zdarza mi się słyszeć od klientów: „Skoro idziemy na mediację, to może nie potrzebuję adwokata?”. Odpowiadam wtedy, że:
– w prostych sprawach o niewielkiej wartości – być może rzeczywiście wystarczy sam mediator;
– w sprawach złożonych, majątkowo lub rodzinnie istotnych – obecność profesjonalnego pełnomocnika często decyduje o tym, czy ugoda będzie korzystna i bezpieczna.

Moja rola w mediacji obejmuje zazwyczaj:
– analizę stanu prawnego i dowodowego przed mediacją („jaki jest nasz realny punkt wyjścia, gdybyśmy poszli do sądu”);
– pomoc klientowi w określeniu „minimum” i „maksimum” akceptowalnego kompromisu;
– udział w negocjacjach, formułowanie i modyfikację propozycji porozumienia;
– zabezpieczenie techniczno-prawne ugody – odpowiednie sformułowanie zapisów, wprowadzenie mechanizmów zabezpieczających, kar umownych, warunków zawieszających itp.;
– wyjaśnienie klientowi skutków prawnych ugody (np. zrzeczenie się roszczeń, skutki podatkowe, relacje z innymi postępowaniami).

W mojej praktyce widziałem ugody zawarte bez udziału pełnomocników, które po kilku miesiącach okazywały się nie do wykonania albo generowały nowe spory interpretacyjne. Lepiej poświęcić dodatkową godzinę na dopracowanie treści ugody, niż wracać później do sądu z kolejnym pozwem o jej wykonanie lub o stwierdzenie jej nieważności.

Orzecznictwo dotyczące mediacji – kilka istotnych akcentów

Sądy powszechne i Sąd Najwyższy coraz częściej w uzasadnieniach odnoszą się do mediacji. Warto przytoczyć kilka fragmentów, które oddają podejście judykatury.

„Celem mediacji jest nie tylko odciążenie sądów, lecz przede wszystkim umożliwienie stronom samodzielnego, odpowiedzialnego ukształtowania skutków ich sporu, co sprzyja trwałości porozumienia.” (wyrok SN z 9.02.2012 r., I CSK 312/11)

„Ugoda zawarta przed mediatorem, zatwierdzona przez sąd, ma taki sam walor jak ugoda zawarta przed sądem, a więc korzysta z powagi rzeczy ugodzonej (res transacta).” (postanowienie SN z 5.11.2014 r., III CZP 73/14)

„Sąd, rozstrzygając o kosztach procesu, ma prawo ocenić zachowanie stron w toku postępowania, w tym ich postawę wobec propozycji ugodowych i mediacji, i stosownie do tego odstąpić od zasady odpowiedzialności za wynik procesu.” (wyrok SA w Katowicach z 23.10.2018 r., I ACa 343/18)

Te fragmenty pokazują, że mediacja nie jest jedynie „opcją dodatkową”, lecz integralnym elementem systemu wymiaru sprawiedliwości w sprawach cywilnych i rodzinnych.

Podsumowanie – kiedy jako adwokat rekomenduję mediację

Przez lata mojej praktyki procesowej wypracowałem pewne nieformalne „kryteria”, kiedy mediacja ma sens i kiedy ją aktywnie proponuję klientom. Najczęściej rekomenduję mediację, gdy:

– spór dotyczy spraw rodzinnych, zwłaszcza z udziałem dzieci, a strony – mimo konfliktu – deklarują troskę o ich dobro;
– w sporach majątkowych istnieje realna wola negocjacji, a konflikt nie przebiega pod znakiem rażącej nieuczciwości jednej ze stron;
– klient chce szybko zamknąć spór i jest gotowy na racjonalny kompromis, zamiast kilkuletniego procesu o „pełną” wygraną;
– relacje między stronami mają trwać dalej (wspólnicy, wieloletni kontrahenci, sąsiedzi) i „wyrok” nie załatwia problemu, lecz grozi jego eskalacją.

Równocześnie wyraźnie odradzam mediację, gdy:
– druga strona ewidentnie działa w złej wierze, ukrywa majątek, niszczy dowody, stosuje przemoc;
– klient z przyczyn zasadniczych nie jest gotowy na żaden kompromis (np. spór o fundamentalne wartości, rażące naruszenie dóbr osobistych, sprawy o przemoc);
– czas działa wyłącznie na niekorzyść klienta i potrzebne są natychmiastowe środki ochrony sądowej.

Mediacja jest narzędziem. Skutecznym, elastycznym, często bardzo korzystnym – ale tylko wtedy, gdy jest używana we właściwym momencie i w odpowiedni sposób. Jako adwokat uważam, że moim obowiązkiem jest nie tylko dobrze reprezentować klienta w sądzie, ale również uczciwie wskazać mu, kiedy zamiast „iść na wojnę”, warto usiąść do stołu i spróbować się porozumieć – z pomocą profesjonalnego mediatora i przy wsparciu doświadczonego pełnomocnika.

Leave A Comment

All fields marked with an asterisk (*) are required